niedziela, 4 marca 2012

Rozdział 37

Rozdział 37

- Gdzie idziemy? - spytał Mick. Szliśmy chodnikiem prowadzącym do kina. Była 00:30 a my byliśmy ubrani w piżamy. 
- Do kina. Kiedy masket man pojawił się w lustrze zobaczyłem kawałek ekranu. Myślę, że tam się ukrył. Nie wiem tylko czy Mara też tam jest - przyznałem ze smutkiem.
- Jesteś szczęściarzem - powiedział Mick. Popatrzyłem na niego z ukosa i spytałem:
- Dlaczego?
- Masz najładniejszą i najmądrzejszą dziewczyne jaka istnieje.
- Też kiedyś z nią chodziłeś - powiedziałem.
- Tak, ale swoją głupotą ją straciłem. Nie rzycze ci tego - odpowiedział.
- Dzięki. Nie jesteś wcale taki zły - przyznałem. Dalej szliśmy w milczeniu. W kinie było ciemno i leciał tylko jeden film. Przeszukaliśmy wszystkie sale ale nigdzie nie było masket mana i co najgorsze Mary. Nagle przypomniała mi się jedna rzecz:
- Kiedy byliśmy z Marą w kinie ten facet wziął ją za kulisy. Od tamtego czasu zachowywała się dziwnie. Jak myślisz czy on ją opentał?
- Możliwe. Wiedział, że jest dla ciebie ważna i szantażuje cię nią - powiedział Mick.
- Ma racje - powiedział ktoś za nami. Odwróciłem się i zobaczyłem Marę ale jej twarz była pomieszana z twarzą masket mana. 
- Co ci się stało? - spytał Mick.
- To nie ona. Wiecie o tym, że ją kontroluje - powiedział facet. Nagle Mara zniknęła i został sam masket man.
- Gdzie Maska Anubisa? Mieliście ją przynieść!
- Myślałeś, że to zrobimy? Nie wiemy gdzie jest! - krzyknąłem.
- Ja jej potrzebuje! - krzyknął masket man i zdjął maske. Tak jak myślałem był to Rufus ale ze spaloną twarzą.
- Uuuuuuuuuu. Co ci się stało? - spytał obrzydzony Mick.
- Neftydzie nie udało się mnie zniszczyć. Zrobiła tylko to.
- Gdzie jest Mara? - spytałem i chwyciłem go za płaszcz.
- Nie znajdziecie jej. Ja potrzebuje maski a wy Mary. Dogadamy się?
- Nie przyniesiemy ci tej maski! Zrozum wreszcie! - krzyknął Mick.
- Mick chodź na słówko - powiedziałem. Odeszliśmy od Rufusa.
- Dziewczyny zniszczyły go za pierwszym razem wzywając Neftyde.
- Tak, ale nawet ona nie dała rady - powiedział Mick.
- Może bóg śmierci pomoże? - spytałem sarkastycznie i chwyciłem swój medalion.
- Co ty robisz? - spytał Mick.
- Secie pomóż nam zniszczyć Rufusa Zano i ześlij go w głąg otchłani - krzyknąłem. Przede mną pojawił się murzyn ubrany w krwisto czerwoną szatę.
- Wzywaliście Seta? - spytał.
- Pomożesz nam? - spytałem.
- Oczywiście. Dla mojego potomka wszystko - odpowiedział. Podszedł do Rufusa i dmuchnął w niego. 
- Kim jesteś? - spytał Rufus i zniknął.
- Czyli takie były jego ostatnie słowa? - powiedział Mick.
- Dokładnie. Do zobaczenia chłopcy - powiedział Set i zniknął.
- Musimy znaleźć Marę! - krzyknąłem i wbiegłem na sale. Pobiegłem do pomieszczenia w które Rufus zaciągnął ją po raz pierwszy. Za drzwiami była tylko stara kamera i skrzynia. Mick podszedł do skrzyni i otworzył ją. W środku siedziała Mara.
- Mara! - krzyknąłem.
- Jerome! - wyszła z skrzyni i rzuciła mi się na szyję. Pocałowałem ją i dopiero wtedy zrozumiałem, że obok stoi Mick.
- Przepraszam cię - powiedziałem i puściłem Marę. Wyszliśmy z kina i wróciliśmy do Domu Anubisa.


3 komentarze = ciąg dalszy 

sobota, 3 marca 2012

Rozdział 36

Hejka!
Sorka, że tak długo nie pisałam ale byłam zajęta.
Dzisiaj specjalnie dla was super długi rozdział!


Wpycham się do pamiętnika Mary, ale dlatego, że jest nieobecna. Opowiem wam o tym co się działo kiedy Mara zniknęła.


Jerome

- To ona! - krzyczała Joy.
- Nie wierze w to! - sprzeczali się wszyscy. Zaczęło się zebranie Sibuny na którym mieliśmy omówić sprawę Mary.
- Ona spiskuje z Rufusem i Senkharą! Nie widzicie tego? - upierała się Joy. Siedziała na kanapie i trzymała za rękę Mick'a. Wydawał się nie poruszony sytuacją. Miał słuchawki w uszach i podrygiwał do rytmu.
- Obudź się! Pomóż mi ich przekonać! - krzyknęła Joy wyrywając mu słuchawkę z ucha.
- Nie wtrącam się. To nie moja sprawa.
- Jak to nie twoja? Ona cię tu ściągnęła pewnie miała w tym jakiś ukryty cel - oburzyła się Joy.
- Zamknij się wreszcie! Musimy pogadać o tym na poważnie a nie przekrzykiwać się - powiedział Fabian. Wszyscy umilkli a ja przemówiłem:
- Musimy wymyślić rózne powody tego zdarzenia.
- Widziałam jak mężczyzna w masce ją porywa! - powiedziała Nina.
- Mogą być dwa powody:
a) uknuli to wcześniej
b) Mara się tego nie spodziewała. Facet ją zaskoczył.
- Dobrze myślisz Alfie, ale nie wierzę w to, że Mara jest po złej stronie - przyznałem.
- Wiem, że jesteście razem, ale takie zdrady się zdarzają - powiedziała Nina.
- Sam znajdę na to odpowiedź! Ktoś chce mi pomóc? - oznajmiłem.
- Ja z tobą pójdę! - krzyknął Mick. Zerwał się z kanapy i podbiegł do mnie. Szczęka mi opadła.
- Ty? - spytałem zaskoczony.
- Tak ja. Wydaje mi się to podejrzane.
- Dobra. Chodźmy do szkoły. Tam to się zaczęło - powiedziałem i wyszliśmy z domu. Szkoła była zamknięta, ale weszliśmy przez uchylone okno stołówki. Przeszliśmy do sali gimnastycznej i zapaliliśmy światło. Na podłodze leżał medalion.
- To Mary - powiedziałem i wziąłem go z podłogi.
- Jest lekko porysowany - przyznał Mick przyglądając mu się uważnie.
- Musiał jej spaść kiedy ją porwali albo...
- Albo? - spytał Mick.
- Albo ten masket man zrobił to specjalnie.
- Kto?
- Ten facet w masce. Musiałem wymyślić mu jakąś ksywkę - powiedziałem i podszedłem do dziwnego kawałka podłogi. Był ciemniejszy niż reszta i wyglądał jakby się coś na niego wylało.
- To krew! - krzyknął Mick.
- Zamknij się - uciszyłem go i dotknąłem parkiet. Na moim palcu został czerwony ślad.
- Miałem rację? - spytał Mick.
- Tak. Ale skąd się tu wzięła?
- Może Mara się przecieła albo ten masket man - zaproponował Mick.
- Mam pomysł - powiedziałem i wytarłem podłogę chusteczką.
- Co ty robisz?
- Biorę próbkę krwi. Zaniosę ją do Michaela. Każdy kujon zna się na takich rzeczach - odpowiedziałem i schowałem chusteczkę do kieszeni. Wyszliśmy ze szkoły i poszliśmy do domu Michaela.
- Michael jesteś? - krzyknąłem w wejściu. Chwilę później ze schodów zszedł chudy, wysoki blondyn.
- Czego chcecie? - spytał.
- Mógłbyś to zbadać? - spytałem i podałem mu chusteczkę. 
- Co to?
- Krew. Chcemy wiedzieć kogo - wyjaśnił Mick.
- Przyjdźcie do mnie jutro - powiedział Michael i wszedł na górę.
Kiedy wróciliśmy do Domu Anubisa opowiedzieliśmy wszystkim o naszych odkryciach.
- Zrobili to specjalnie! To spisek! - krzyczała Joy.
- Uspokój się! - krzyknął Fabian i wyszedł z salonu. Poszedłem do swojego pokoju. Kiedy przebierałem się w piżamę w lustrze pokazała się Mara.
- Pomóż mi! On mnie zniewolił! Ma nade mną kontrole! - krzyczała.
- Gdzie jesteś? Jak mam cię znaleźć? - spytałem. Obraz w lustrze się zmienił i pokazał się w nim masket man.
- Nie martw się o nią. Nic się jej nie stanie. Przynieś mi Maskę Anubisa bo inaczej ją stracisz!
- Poznaje ten głos! Rufus! - krzyknąłem.
- Błyskotliwy jesteś! Pamiętaj o kogo walczysz - w lustrze jeszcze raz pokazała się Mara i obraz zniknął. Wybiegłem z pokoju i poszedłem po Micka.
- Gotowy? - spytałem.
- Zawsze i wszędzie! - powiedział i wyszliśmy z Domu Anubisa.


3 komentarze = ciąg dalszy
     

środa, 29 lutego 2012

Rozdział 35

Rozdział 35

Mężczyzna w masce zaprowadził mnie do pokoju za salą filmową. Jerome przez cały czas próbował odciągnąć mnie od tego faceta.
- Ty nie będziesz mi potrzebny - powiedział mężczyzna i Jerome zniknął. Byłam zahipnotyzowana więc nie przejmowałam się niczym wokół. 
- Mam propozycję. Pomóż mi odzyskać kielich Ank. Musisz go znaleźć w tydzień. Przyjmujesz propozycję? - spytał.
- Przyjmuje - odpowiedziałam bez namysłu. Facet wypuścił mnie z pokoju i pomachał mi ręką przed twarzą.
- Jeśli ci się nie uda twoja największa miłość zginie! - powiedział i poprowadził mnie z powrotem do sali kinowej.
- Jesteś nareszcie! - krzyknął Jerome i przytulił mnie. Byłam kontrolowana, ale w głębi chciałam się z tego wyrwać i powiedzieć Jerome'owi całą prawdę, ale nie potrafiłam.
- Nie musiałeś się martwić. Załatwiłam tego faceta słowem "Senkhara". Wymiękł totalnie! - krzyknęłam.
- Jakoś dziwnie mówisz Maro. Wszystko dobrze? - spytała Patricia.
- Tak oczywiście. Wyluzuj troche!
- Dobraaaa może już chodźmy - zaproponował Jerome. Przez całą drogę do Domu Anubisa patrzyłyśmy na siebie z Patricią oburzonym wzrokiem. Czułam, że facet w masce chce wszystkich do mnie zrazić żeby nie chcieli mi pomóc.
- Idę porozmawiać z Joy - oznajmiła Patricia i weszła po schodach na górę. 
- Możemy chwilę porozmawiać? - spytał Jerome.
- Nie mam czasu gościu. Do jutra i lepiej na siebie uważaj! - odpowiedziałam grożąc mu palcem. Poszłam do pokoju Niny. Na łóżku siedziała Amber i czytała jakieś czasopismo.
- Hej! Mam pytanie. Gdzie schowaliście w zeszłym roku kielich Ank?
- Nie wiem. Spytaj Ninę - zaproponowała. Chwyciłam ją za bluzkę i krzyknęłam:
- Gadaj bo inaczej stanie ci się krzywda!
- Dobra! Jest schowany w skrzyni w szkolnej sali gimnastycznej.
- Dziękuje! Oszczędze cię... teraz! - powiedziałam i zaczęłam się śmiać demonicznym śmiechem. Puściłam Amber i wyszłam z Domu Anubisa. Skierowałam się do szkoły a kiedy do niej doszłam, weszłam przez uchylone okno łazienki męskiej. Przeszłam do sali gimnastycznej i kopniakiem otwarłam skrzynie.
- Co ty tu robisz? - spytał ktoś obok. W kącie stała Nina i płakała.
- Chciałam zobaczyć ten legendarny kielich Ank. Nie martw się. Zaraz z tąd pójdę... ale z kielichem - dodałam pod nosem.
- Dobrze, ale nie dotykaj go - powiedziała. Nagle ktoś wyskoczył z kąta, zwalił Ninę na ziemię, wziął kielich ze skrzyni i porwał także mnie.


3 komentarze = ciąg dalszy  

poniedziałek, 27 lutego 2012

Rozdział 34

Rozdział 34

- Amber nie przejmuj się, ponieważ na twarzy Alfie'go był kawałek tortu i bawiliśmy się w zlizywanie go - wytłumaczyła Piper. Amber patrzyła się na nią głupkowato, ale po chwili powiedziała:
- Super pomysł. Mogę spróbować?
- Pewnie. Chodź do nas! - powiedziała Piper z sztucznym uśmiechem. Przez następną godzinę dawali sobie kawałki ciastek i zlizywali je sobie z twarzy. Postanowiłam pójść do Eddie'go trochę porozmawiać. Siedział na łóżku i trzymał za rękę Patricie która stała nad nim.
- Nie będę wam przeszkadzać - powiedziałam i wyszłam. Następnie poszłam do Micka, ale całował się właśnie z Joy.
- Mogłabyś wyjść? - spytał Mick.
- No pewnie. Oczywiście jesteście zajęci! - powiedziałam sarkastycznie i wyszłam. Zamykając drzwi wpadłam na Jeroma.
- Witaj - powiedział i poszedł do salonu.
- Czyli wszyscy są zajęci - stwierdziłam i wróciłam do siebie.

Świt, mój pokój

- Wstawaj! Czemu ostatnio tak długo śpisz? - spytała Patricia, potrząsając mną.
- Jest 8 rano! Jakie późno? Jest świt!
- Sorry! Myślałam, że jest 12. Ostatnio wszystko mi się myli. Nie śpie już od godziny - przyznała.
- Chcesz iść dzisiaj ze mną i Jerome'm do kina, na "Igrzyska Śmierci". Możesz zabrać ze sobą Eddie'go - zaproponowałam.
- Chętnie pójdę, ale sama. Pokłóciłam się z Eddie'm.
- O co?
- Pomylił się i pocałował Piper zamiast mnie. Zaczyna mnie to wkurzać, że jesteśmy bliźniaczkami. To mi tylko utrudnia życie - wyznała.
- Pogódź się z Eddie'm. Nie chciał nic złego. Ja sama wczoraj nakrzyczałam na Piper, bo pocałowała Alfie'go w policzek - powiedziałam.
- Wiesz masz rację. Nie mogę się na niego gniewać za zwykłą pomyłkę. Dziękuje ci za radę - powiedziała i przytuliła mnie.
Wyszła z pokoju a ja wybiegłam za nią:
- Może nei teraz Patricia. Jest 8:30. Wszyscy śpią - krzyknęłam za nią.
- Teraz pewnie już nie! - krzykneła i zbiegła na dół. Uśmiechnęłam się do siebie i poszłam się przebrać. W południe poszłam na śniadanie. Wszyscy siedzieli już przy stole.
- Witaj kochanie - powiedział Jerome i pocałował mnie w policzek.
- Nie umiesz powiedzieć "cześć", zawsze mówisz "witaj - powiedziałam.
- Byłem wychowywany wśród kulturalnych ludzi. Nie podoba ci się to? - odpowiedział.
- Wręcz przeciwnie. To słodkie - powiedziałam i pocałowałam go.
- Widzimy się o 16:00.
- Do zobaczenia - po śniadaniu do Domu Anubisa przyszła Poppy i zrobiłyśmy dziewczęcy maraton horrorów. Oglądałyśmy filmy aż wreszcie spojrzałam na zegarek i zobaczyłam że mam 15 minut do wyjścia z Jerome'm.
- Muszę biec dziewczyny!
- Miłej zabawy Maro! - krzykneły wszystkie a ja zbiegłam na dół.
Jerome już tam czekał.
- Przepraszam za spóźnienie - powiedziałam i wyszliśmy do kina.
Film był świetny ale zdarzyło się coś strasznego. Na ekranie pokazał się obraz dziwnego mężczyzny w masce. Facet zrobił się mniejszy i wyszedł z ekranu. Podszedł do nas a Patricia zaczeła krzyczeć:
- Chodźcie do mnie! Nie zrobie wam krzywdy - powiedział i coś kazało mi za nim iść.








3 komentarze = ciąg dalszy


 

niedziela, 26 lutego 2012

Rozdział 33

Rozdział 33

- Tęskniłam za wami wszystkimi! - krzyknęła Nina i rzuciła się nam kolejno na szyje. Zatrzymała się przy Fabianie i spojrzała mu w oczy. Fabian wyglądał jakby znalazł się w siódmym niebie. Nina przyciągnęła go do siebie i pocałowała go.
- WooooooooW - krzykneli wszyscy. Mick stał na uboczu i flirtował z... Joy! Ucieszyłam się, bo wreszcie się ode mnie odczepił. Podszedł do mnie Jerome i powiedział:
- Znalazł miłość swojego życia co?
- Taaaa. Ja znalazłam już swoją - przyznałam, przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam.
- Ja też ją znalazłem - powiedział i zaczeliśmy się śmiać. Dopiero teraz zobaczyłam, że włączyli muzyke i wszyscy wokół nas zaczeli tańczyć. 
- Zatańczysz? - spytał Jerome. Chwycił mnie za rękę i poprowadził na parkiet. Tańczyliśmy pół godziny aż do pokoju wszedł Victor:
- Co wy tu robicie? Wyłączcie tą muzykę natychmist! Jest już dzięsiąta więc do łóżek! Wszyscy!
- Da nam pan jeszcze 5 minut? - spytałam.
- Dobrze. Pięć minut, ale ani sekundy więcej - odpowiedział i wyszedł.
- Mam pomysł. Jeśli chcecie możemy zrobić "Między pokojową wymianę par".
- Czyli co? - spytała Amber.
- Czyli do pokoju Amber przeszedłby Alfie a Nina do Fabiana. Ja poszłabym do Jeroma a Eddie do Patrici. Mick i Joy mogą spać razem w jej pokoju - wytłumaczyłam.
- Kto jest za? - spytał Jerome. Wszyscy podnieśli ręce i rozeszliśmy się do pokoji. Ja poszłam za Jeromem do jego pokoju.
- To był dobry pomysł - przyznałam. Do północy tańczyliśmy do muzyki na słuchawkach i kilka razy mieliśmy wybuch śmichu. Po północy przyszli do nas Nina i Fabian i balowaliśmy do rana. Poszliśmy na śniadanie około godziny 11. Na szczęście była sobota i nie musieliśmy iść do szkoły. 
- Pójdziemy dzisiaj na spacer albo do kina? - spytał mnie Jerome przy śniadaniu.
- Raczej do kina. A na co?
- Możemy na "Igrzyska Śmierci" albo "Podróż na Tajemniczą Wyspę". Wybór należy do ciebie - powiedział.
- Kochany jesteś. Lepsze "Igrzyska Śmierci".
- To widzimy się o 18:30 w hollu.
- Do zobaczenia - powiedziałam i pocałowałam go. Poszłam do pokoju. Na łóżku siedziała Patricia i całowała właśnie Alfie'go w policzek.
- Patricia! Co ty robisz? - krzyknęłam.
- To ja Piper. To tylko przyjacielski pocałunek - odpowiedziała. Do pokoju weszła Amber.
- Co się tu dzieje? - spytała.




3 komentarze = ciąg dalszy
  

Rozdział 32

Rozdział 32

- W takim razie miło mi cię poznać Piper. Jestem Mara Jaffray, przyjaciółka Patrici. Chętnie przyjmę cię do naszego pokoju - odpowiedziałam. Piper wydała mi się całkiem sympatyczna, ale była ona totalnym przeciwieństwem Patrici. Miała na sobie białą koszulę z falbankami, fioletową spódnicę za kolana i żółte buty na obcasie. Jednym słowem wyglądem przypominała Amber.
- Dziękuje ci bardzo - powiedziała i przytuliła mnie. Odwzajemniłam uścisk. 
- Kiedy przyjechałaś? - spytała Patricia. 
- Godzine temu. Na początku byłam u pana Sweeta bo musiał przydzielić mnie do któregoś z domów - odpowiedziała Piper.
- Witamy w Domu Anubisa! - krzyknęła Patricia i przytuliła siostrę.
- Stęskniłam się za tobą Patricia.
- Ja za tobą też Piper.
 Nagle ktoś poklepał mnie po ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam Micka.
- Już jesteś? - spytałam. Pokiwał głową na "tak" i wbrew mojej woli, pocałował mnie. Odepchnęłam go nogą i krzyknęłam:
- Mam chłopaka ty świnio. Już o tym rozmawialiśmy.
- Wiem, ale kocham cię Maro! - wyznał. Popatrzyłam mu w oczy i powiedziałam:
- Ja ciebie nie kocham. Skrzywdziłeś mnie!
- Czego ja nie mam co ma Jerome? - spytał.
- Jerome mnie szanuje a ty nie. Nie obchodzi cie co myślę i co czuję. Nie wiem dlaczego z tobą chodziłam. Teraz kocham Jeroma - powiedziałam.
- A ja ciebie - usłyszałam za mną. W korytarzu prowadzącym na strych stał Jerome.
- Długo tu stoisz? - spytałam.
- Jakąś godzinę - przyznał.
- Po co?
- Chciałem zobaczyć kogo spławisz. Mnie czy jego - pokazał Micka i chwycił mnie za rękę. 
- Naprawdę myślałem, że wygram z takim mięczakiem jak Jerome - powiedział Mick. Jerome rzucił się na Micka ale powstrzymałam go w ostatniej chwili:
- Przestańcie! To nie ma sensu. Mick przecież wiesz, że mnie straciłeś. Ty Jerome wisz, że mnie nie stracisz.
- Dziękuje - powiedział Jerome i pocałował mnie. Mick odwrócił wzrok i spytał:
- Po co mnie tu ściągnęłaś?
- Jesteś potrzebny nam wszystkim. Jeśli chcesz uratować Ninę musisz pójść ze mną - powiedziałam i poprowadziłam go do piwnicy. Stanęłam przed prochem który został z Senkhary i krzyknęłam:
- Senkharo! Chodź do nas!
- Czemu mnie wzywałaś? - spytała pojawiając się przede mną. 
- Mam dla ciebie niespodziankę - chwyciłam Micka i postawiłam go przed Senkharą. Mick spojrzał na nią podejrzliwie i powiedział:
- Znam cię. Widziałem cię dzień przed wyjazdem do Australi. Sprzedałaś mi te torbę. Co z nią jest?
- Dałam ją właśnie tobie, bo nie sądziłam, że wrócisz. Twoim zadaniem jest zabić mnie - przyznała i spojrzała na mnie smutnym wzrokiem.
- Czemu przyjmujesz to z takim spokojem? - spytałam.
- Nie oprę się uczuciu miłości. Zabij mnie wreszcie - powiedziała do Micka. Otworzył torbę i wyjął z niej brązowy woreczek. Wysypał zawartość na swoją dłoń. Był to złoty piasek.
- Co to? - spytał Jerome. 
- To dusza waszej koleżanki. Posyp mnie tym piaskiem a umrę.
- Mam to zrobić? - spytał mnie Mick.
- Tak! Na co jeszcze czekasz? - krzyknęłam. Mick rzucił piaskiem w ducha Senkhary. Zniknęła a z piasku uformował się duch Niny i wyleciał z piwnicy. Chwyciłam Jeroma za rękę i pobiegliśmy do salonu. Fabian siedział oszołominy na sofie a obok niego siedziała Nina. Uśmichnęła się do mnie i podeszła do nas. 
- Witaj znowu! - powiedziałam i rzuciłam się jej na szyje.


3 komentarze = ciąg dalszy  

Rozdział 31

Rozdział 31

- Wyszło świetnie - przyznałam. Siedzieliśmy w pokoju Jeroma i oglądaliśmy zdjęcia z naszych sesji. Jerome siedział obok mnie na łóżku i cały czas się śmiał.
- Sibuna! Już! - krzyknęła Patricia wchodząc do pokoju. Poszliśmy za nią do pokoju Amber. Nina leżała na swoim łóżku, ale nie oddychała. Fabian siedział przy niej i płakał.
- Ooona nie umarła? - zająknęłam się. Fabian popatrzył na mnie załamanym wzrokiem i popłakał się jeszcze bardziej.
- Nie wymawiaj przy nim słowa "umarła" - szepnęła mi na ucho Joy. 
- Co ty tu robisz? - spytałam zaskoczona.
- Już od dawna jestem w Sibunie. W zeszłym roku byłam "wybraną" - odpowiedziała. Zauważyłam, że w pokoju stał jeszcze Eddie.
- A ty co tu robisz? - spytałam go.
- Patricia wszystko mi opowiedziała.
- Czyli wszyscy jesteśmy w Sibunie? - spytałam jak najgłośniej.
- Tak! - krzykneli wszyscy. 
- Po co tu przyszliśmy? - spytała Amber.
- Musimy odnaleźć tą rzecz która zniszczy Senkhare na zawsze. Co to może być? - powiedział Fabian.
- A może to nie rzecz tylko uczucie? - zaproponował Eddie.
- Brawo! Jesteś tu pierwszy raz a już masz genialne pomysły - Alfie poklepał go po ramieniu.
- Ale jakie uczucie? - spytała Amber.
- W kreskówkach, zawsze uczucie miłości niszczyło czarne charaktery - powiedział Jerome.
- Jesteś genialny! Ale dllaczego jeszcze nie umarła? Przecież zawsze kiedy się z nią widzieliśmy byliśmy razem - powiedziałam pokazując na mnie i Jeroma i na Amber i Alfie'go.
- Możliwe. Może jednak chodzi o przedmiot albo...
- ...człowieka - dokończyłam za Jeroma. Wszyscy pokiwali głowami.
- O jakiego człowieka może chodzić? - spytała Amber.
- O kogoś kto nigdy nie widział Senkhary i nie miał związku z Sibuną. Czyli... Mick! - po tych słowach wyjęłam telefon i napisałam do Micka
- "Potrzebujemy cię" - po minucie dostałam odpowiedź:
- "Nie chce do was wracać"
- "Ale musisz!"
- "Nie będę się z tobą kłócił. Przyjadę jutro rano"
- "Dziękuje ci"
- "Kocham cię" - odpisał.
- "A ja ciebie NIE" - kiedy skończyłam rozmowę z Mick'iem powiedziałam wszystkim o jego przyjeździe. Jerome nie wydawał się zadowolony. Kiedy wyszliśmy z pokoju Amber spytałam go:
- Co ci jest?
- Nie lubie Micka. Raz mi cię odebrał i nie chce powtórki z rozrywki - odpowiedział Jerome. Stanęłam przed nim i pocałowałam go. 
- Teraz mi wierzysz? Nie wrócę do Micka. Już dwa razy mnie skrzywdził a ty ani razu - powiedziałam.
- Wierze ci. Kocham cię - powiedział, pocałował mnie i poszedł do swojego pokoju. 
- Jesteście naprawdę dobraną parą - powiedział któs za mną. Odwróciłam się i zobaczyłam Patricię.
- Dzięki. Ty z Eddie'm też jesteście dobraną parą - przyznałam.
- Kto to Eddie? - spytała.
- Przecież to twój chłopak! - krzyknęłam.
- Ja nie mam chłopaka - nagle za nią pojawiła się druga Patricia.
- Co ci się stało? Dziwnie wyglądasz - przyznała druga Patricia.
- Aaale... ale - zająknęłam się pokazując palcem raz jedną, raz drugą Patricię.
- Będzie spać w naszym pokoju. Ok? - spytała druga Patricia.
- Ale was są dwie! - powiedziałam.
- Nie przedstawiłam się. Jestem Piper Williamson. Bliżniaczka Patrici - powiedziała pierwsza.


3 komentarze = ciąg dalszy