poniedziałek, 13 lutego 2012

Rozdział 24

Mara Jaffray Story


Hejka mam komunikat!
Dodałam nową ankiete i mam nadzieję, że ostatniej odpowiedzi nikt nie zaznaczy.  Sorki, że tak długo nie pisałam ale skończyły mi się ferie i musiałam się uczyć!  Będę pisać mniej więcej co dwa dni a w każdy piątek będą dwa rozdziały!  Nowe rozdziały będę ogłaszać jak zwykle na nk! Jakby co romantyzmu będzie dużo za dwa rozdziały! 




Rozdział 24

- Co teraz zrobimy geniuszu? - spytał Alfie. Odwróciłam się do niego i rzuciłam mu pełne niechęci spojrzenie. 
- Czemu niby geniuszu co?
- To ty zawsze wymyślałaś rozwiązania. Myślałem, że się przyzwyczaiłaś - powiedział.
- Nie przyzwycziłam się. Myślisz, że to takie łatwe. Przez cały miesiąc nie widziałam Patrici. Czuję się tak samo jak ty po stracie Amber - odpowiedziałam. Obróciłam się i zaczęłam przyglądać się laserom. Nagle zobaczyłam, że po środku wszystkie lasery ustawione są tak samo i tworzą dziurę. 
- Jerome, podaj mi jakiś kamyk - rozkazałam. Wziął mały, płaski kamyk i dał mi go. Przymierzyłam go do dziury i stwierdziłam:
- Tutaj jest dziura która prowadzi prosto do przycisku, który wyłącza wszystkie lasery. Gdyby komuś udało się rzucić nim prosto - w tym momencie spojrzałam na Jeroma. Popatrzył na mnie z wyrzutem i wziął kamyk. Spojrzał prosto w dziurę i rzucił. Kamyk przeleciał pomiędzy laserami i uderzył w przycisk. Wszystkie lasery zniknęły i mogliśmy spokojnie przejść. Wszyscy razem weszliśmy do korytarza. Przed wejściem pocałowałam Jeroma i wbiegłam do środka. Kiedy doszliśmy do maski pojawiła się kobieta we mgle.
- Miło mi was widzieć dzieciaki! Brawo doszliście aż tutaj! A teraz niech któreś z was weźmie maskę i włoży mi na głowę - wzkazała na mnie. Podniosłam maskę i podeszłam do kobiety. Wsunęłam ją na jej głowę. Kobieta zaczęła dziwnie świecić i zmaterializowała się na naszych oczach w piękną, dorosłą kobietę.
- Po co to zrobiłaś kobieto w czerni? - spytał ją Alfie.
- Ja mam imię. Nazywam się Senkhara. Żyłam jeszcze w czsach faraonów. A zrobiłam to, ponieważ kiedy nie byłam żywa nie potrafiłem niczego dotknąć. Liczy się także kielich Ank. Jeśli za tydzień wypije się eliksir z kielicha stanie się nieśmiertelnym! - powiedziała niemal krzycząc.
- Czyli nas wykorzystałaś! - krzyknął Alfie.
- A jakby inaczej. Jesteście tacy naiwni - powiedziała i zaczęła się śmiać.
- A co z Patricią? - spytałam. Senkhara popatrzyła na mnie radośnie i odpowiedziała:
- Mi już nie jest potrzebna. Proszę - nagle koło niej pojawiła się Patricia. Senkhara popchnęła ją w moją stronę. Złapałam Patricię a kobieta rozbłyneła się w obłoku czernej mgły. Rozwiązałam Patricię a ona rzuciła mi się na szyję i zaczęła mówić tak szybko, że nie dało się jej zrozumieć:
-Onamniewięziłainiedawałamipiciaanijedzenia. Dobrzeżemnienietorturowała. Teśkniłamzawami! - kiedy skończyła spróbowałam ułożyć sobie wszystko w głowie.
- Jak mamy z tąd wyjść? - spytałam. Jakby na moje słowa w ścianie pojawiła się drabinka i w suficie otworzyło się wyjście. Wbiegliśmy szybko na drabinkę a potem wyszliśmy na zewnątrz. Znajdowaliśmy się koło wyjścia które znaleźliśmy z Jerome'm.


3 komentarze = ciąg dalszy 

sobota, 11 lutego 2012

Rozdział 23

Rozdział 23

Biegliśmy tak korytarzem chyba z godzinę. Nic nie było widać ale znaleźliśmy zakręt. Był tam tylko medalion. 
- Medalion Neftydy niech dostanie dziewczyna mądra i nieśmiała.
To ja dostałam ten medalion. Przedstawiał łasicę na tle księżyca. Był przepiękny. Potem szliśmy już spokojnie, rozmawiając. Na początku rozmawiałam z Amber o tym jakie te madaliony są piękne.
Potem podszedł do mnie Jerome. Chwycił mnie za rękę i spytał:
- Masz cykora przed dalszymi wyzwaniami?
- Trochę. Są bardzo dokładne. A ty się boisz?
- Tak. Ciekawe kiedy z tąd wyjdziemy.
- Też jestem ciekawa. Boję się tego co może czekać nas na samym końcu - przyznałam. Uśmiechnął się do mnie, pocałował mnie i wrócił do Alfie'go. Kiedy skręciliśmy przed nami ukazał się pokój cały za szkła. Nie były to okna tylko lustra. Było ich sześć. Dla każdego po jednym. Podeszłam do jednego z nich. Przez chwilę wyglądałam normalnie ale potem obraz się zmienił. W lustrze pokazałam się dorosła ja. Miałam piękne, czarne włosy i okulary. Ubrana byłam na panią biznesman. Miałam na sobie prostą szarą sukienkę, żakiet i czrne buty na obciasie. W ręce trzymałam teczkę i uśmiechałam się przyjaźnie. Obraz znowu się zmienił i zobaczyłam siebie w mundurku szkolnym. Siedziałam na sofie w domu Anubisa i czytałam podręcznik do fizyki. Po mojej prawej siedziała Patricia i całowała Jeroma. Po lewej siedział Fabian kłócący się z Niną. Zaczęłam krzyczeć i odsunęłam się od lustra. Nagle obok mnie pojawiła się kobieta w czerni. Uśmiechnęła się do mnie i powiedziała:
- To była próba. Udało ci się zdać ponieważ odsunęłaś się od lustra. Ci którym się nie uda, zostaną tu do końca waszej misji. Wrócą kiedy uda wam się znaleźć maskę - uśmeichnęła się i zniknęła. Obejrzałam pokój. Jerome, Fabian, Nina i Alfie stali koło luster z przerażonym wzrokiem. Spojrzałam na Amber. Stała bez ruchu na przeciwko lustra.  Podeszłam do niej i pomachałam ręką przed jej twarzą. Nie zmrużyła nawet oka. Zebrałam wszystkich na środku pokoju i powiedziałam:
- Przed chwilą pokazała mi się kobieta we mgle i powiedziała, że ten kto nie odsunie się od lustra zostanie tu do końca misji. Amber się nie rusza. Zostanie tu.
Alfie podszedł do niej i stanął pomiędzy nią a lustrem. Nawet się nie poruszyła. Odszedł od niej i stanął koło Jeroma. Ruszyliśmy dalej korytarzem. Przy ścianch porozstawiane były dziwne skrzynie. Nagle na końcu korytarza ukazało się okrągłe pomieszczenie a na jego środku stała maska. Od tego pokoju oddzielał nas odcinek korytarza zapełnony laserami.




3 komentarze = ciąg dalszy

Rozdział 22

Rozdział 22

- Jak się tam dostaniemy? - spytałam. Jerome popatrzył na mnie i uśmiechnął się.
- Na dnie są liny. Jeśli odwrócicie uwagę zwierząt, zanurkuję tam - zaproponował Jerome.
- Słyszałam, że ryby mięsożerne są wyczulone na kolor czerwony. Mogę rzucić do wody marynarkę od mundurka. Zobaczymy czy przypłyną - powiedziałam i wyrzuciłam marynarkę do wody.
Rekin podpłynął do niej i zaczął ją rozrywać. Po chwili pirania dołączyła do niego. Jerome wskoczył do wody i zanurkował. Wypłynął trzymając w ręce linę. Na jej końcu był hak. 
- Mam pomysł! Przywiążmy jeden koniec liny do tego słupa obok a drugi z hakiem na wyspę. Raczej powinien się zaczepić - zaproponowałam.
- Super pomysł - przyznał Jerome. Podał mi jeden koniec liny i wzkazał na słup. Obwiązałam linę wokół niego. Jerome chwycił za hak i rzucł nim na wyspę. Zaczepił się o jedyne drzewo jekie tam stało. 
- Robimy tak. Musimy chwycić się liny i pomagać sobie nią. Nogi będą w wodzie, ale ryby są zajęte - wytłumaczyłam. Chwyciłam się liny i weszłam do wody. Przeciągałam się za pomocą rąk. Kiedy byłam już przy wyspie, przez przypadek wypuściłam linę z ręki. Rekin odwrócił się i wystartował w moją stronę. Zaczęłam machać rękami z przerażenia. Zanurkowałam i podpłynęłam kawałek. To zmyliło rekina ale za wcześnie się wynurzyłam i zobaczył mnie. W ostatniej chwili wdrapałam się na wyspę. Ryba popłynęła z powrotem do drugiego brzegu. Następny był Alfie później Jerome, Amber, Fabian i na końcu Nina. Tylko ja byłam mokra. Wstałam i poszłam w głąb wyspy nie zwracając uwagi na to czy reszta idzie za mną. Zatrzymałam się przy drzewie i spojrzałam na nie uważnie. Na jednym z korzeni był narysowany chieroglif. Dotknęłam go i w mojej ręce pokazała się przepowiednia.

 "Ostatnia i najważniejsza z was wystawiona na ryzyko będzie.
Pająk już nie czeka, uciekajcie prędzej.
Woda to wasz wróg, lecz równocześnie przyjaciel
słuchajcie się jej a nie zbłądzicie.
Podjeliście się ryzyka
z tunelu nie wyjdziecie dopóki zadania nie wypełnicie"

- Czyli jesteśmy tu uwięzieni - stwierdził Alfie.
- Ile my tu już jesteśmy? - spytałam wszystkich. 
- Możliwe, że z dwa dni - odpowiedziała Nina.
Ominęłam drzewo i poszłam dalej. Na skraju wyspy z ziemi wystawała drabina. Prowadziła do drewnianego mostku, który nie wyglądał na stabilny. Pierwszy na drebinę wszedł Alfie i zaczął wspinać się w górę.
- Chodźmy wszyscy na raz, inaczej nie utrzymamy równowagi - powiedziałam. Od razu po Alfie'm na drabinkę wszedł Jerome. Po nim weszłam ja, Nina, Amber i Fabian. Kiedy wszyscy znaleźliśmy się już na mostku, zaczął się niebezpiecznie chwiać. Rozstawiliśmy się po bokach i ustąpił. Poszliśmy naprzód bez najmniejszych problemów. Kiedy wszyscy byliśmy już na ziemi, usłyszałam ryk dobiegający z drugiej strony jeziora. Po naszej linie szedł pająk. Krzyknęłam i pobiegłam prosto w czarny korytarz. Wszyscy poszli za moim przykładem.


3 komentarze = ciąg dalszy

piątek, 10 lutego 2012

Rozdział 21

Rozdział 21

Patrzyłam na wielką pajęczynę. Na jej środku siedział największy pająk jakiego widziałam. Na jego grzbiecie przyczepiona była karteczka z instrukcją. Alfie podszedł do pająka i odczepił kartkę. Podszedł do mnie i podał mi kartkę. Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem.
- Ty zawsze czytasz - powiedział. Wzięłam od niego kartkę i przeczytałam:
- Waszym zadaniem  jest przejście przez pajęczyne na drugą stronę. Uważajcie na pająka.
- Super! Ktoś boi się pająków? - spytał Jerome. Ja i Amber podniosłyśmy ręce. 
- Idziecie pierwsze - powiedział Fabian i popchnął mnie w kierunku pajęczyny. Weszłam na nią. Strasznie się kleiła, ale naszczęście udało mi się dojść do połowy bez problemów. Nagle pająk odwrócił się do mnie i wyruszył. Na początku szedł wolno, ale potem przyśpieszył. Weszłam szybko na górę i zaczął się wyścig z czasem. Musiałam przecisnąć się przez dziurę w pajęczynie która była największa ale jednak mała. Udało mi się w ostatniej chwili. Pająk zawrócił i wrócił na swoje stałe miejsce.  Tym razem na końcu został Fabian. Doszedł do końca ale utknął w dziurze. Pająk podszedł do niego i zaczął ciągnąć go za nogę.
- Pomocy! - krzyknął Fabian.
- Fabian! - Nina podbiegła do niego i chwyciła go za ręce. Podeszłam do nich i oplułam pajęczyne. Domyśliłam się, że taka duża pajęczyna nie może być wytrzymała. Kopnęłam pająka w odnóże które trzymało Fabiana. Pająk póścił go i stórlał się po pajęczynie. Zeszliśmy na dół i poszliśmy dalej korytarzem. Tym razem szybko zobaczyliśmy zakręt był tam znak i wzkazówka. Na pierwszy ogień wzięłam wzkazówkę:

"Pająk ze złości zemsty pragnie,
nie spocznie dopóki was nie znajdzie.
Czeka was jeszcze wiele przebaczeń i rozstań.
Próbom będziecie poddani 
i do otchłani zesłani"

- To się robi coraz straszniejsze - przyznała Amber.
- Teraz medalion - powiedziałam i dotknęłam znaku. Medalion spadł na moją rękę napisem do góry.
- Medalion należący do Ozyrysa przypada zabawnemu i zawstydzonemu chłopcu.
- To moje - powiedział Alfie i wziął medalion. Teraz zostałam tylko ja i Nina. Za zakrętem znajdowało się wielkie jezioro żółtej wody. Co chwila wyskakiwał z niego rekin albo pirania.
- Tym razem o co chodzi? - spytał Jerome. Podeszliśmy do brzegu.
Na wodzie pokazał się napis " Musicie dostać się na wyspę na środku jeziora". Dopiero teraz zobaczyłam, że na środku jeziora jest mała wysepka. 



3 komentarze = ciąg dalszy

Rozdział 20

Rozdział 20

Wydawało mi się, że szliśmy tym samym korytarzem całą wieczność.
Po drodze nie było żadnych przeszkód. Wiedziałam, że nie będzie to trwać długo. Nagle przed nami pojawił się zakręt. Podbiegłam tam. Tak jak mi się zdawało był tam znak Izydy. Dotknęłam go i zamienił się w medalion. Pokazałam go wszystkim i obróciłam go. Oprócz napisu była tam jeszcze kartka. Wzięłam ją do ręki. Napisana tam była następna przepowiedzia. Przeczytałam ją wszystkim na głos:

"Medaliony chronić was będą przed złem i okrucieństwem, 
także dodawać odwagi i męstwa.
Trud was zadręczać zaczął
pogodzić z porażką będzie konieczność.
Wasza znajoma w niewoli czeka.
Śpieszno wam ale na drobiazgi uwarzajcie
bo inaczej do obłędu dojdziecie"

- To najdłuższa i najstraszniejsza przepowiednia jaką słyszałem - pwoedział Fabian.
- Teraz czytaj do kogo należy medalion - pogoniła mnie Amber.
Przyjrzałam się medalionowi i przeczytałam:
- Medalion ten pochodzi od Izydy. Należeć będzie do ciekawskiej i pięknej młodej damy - wszyscy spojrzeliśmy na Amber. Podałam jej medalion a ona powiesiła go sobie na szyji. Ominęłam zakręt a tam znajdowały się dziwne schody. No można tak powiedzieć. Rozciągały się na całą szerokość tunelu. Były bardzo szerokie a w niektórych momentach załamywały się. Najwyższe trzy stopnie znajdowały się tuż pod sufitem. Byłam pewna, że da się tam przecisnąć tylko leżąc. Na pierwszym schodku ktoś coś napisał.
- Popatrzcie! Tutaj jest coś napisane - powiedziałam i jak zwykle przeczytałam to:
- " Waszym zadaniem jest przejść po tych schodach, nie dtykając sufitu i ścian. Jeśli się nie uda schody zapadną się spychając jedno z was w czrną dziurę. Powodzenia!
- To robi się coraz ciekawsze - przyznał Alfie.
- Idę pierwsza. W podstawówce byłam najlepsza z gimnastyki artystycznej - powiedziałam i weszłam na pierwszy stopień. Na początku dobrze mi szło. Trudności zaczeły się przy najwyższym ze stopni. Położyłam się i przeciągnełam na drugą stronę. Udało mi się i poszłam dalej. Później był jeszcze jeden taki wysoki stopień. Bez problemu przeszłam na jego drugą stronę i zeszłam na ziemię.
- Możecie iść. Jestem już po drugiej stronie - krzyknęłam. Pierwsza przyszła do mnie Nina następnie Fabian, Jerome, Amber i w końcu Alfie. Miał problemy przy drugim najwyższym schodku ale poradził sobie. Przez dalszą drogę szłam na przedzie. Znowu trafiliśmy w długi, prosty korytarz. Kiedy wreszcie zobaczyłam zakręt, uśmiechnęłam się i podeszłam do niego. Przy ścianie pojawiła się kobieta we mgle i powiedziała:
- Gratuluję! Wspaniale wam idzie. Ten korytarz jest skonstruowany po to by utrudnić takim jak wy dotarcie do maski. Zbudował go sam bóg Anubis. Uprzedzę wasze pytanie i odpowiem na nie. Pytacie czemu wam pomagam. Pomagam wam ponieważ macie mi dostarczyć maskę a ona pomoże wrócić mi do życia. Do zobaczenia Sibuno.
Kiedy zniknęła podeszłam do zakrętu i zobaczyłam następny znak. Przedstawiał on wschodzące słońce.  Przerzuciłam go na drugą stronę i wyrecytowałam:
 - To własność Ra. Dbaj o niego nieśmiały ale błyskotliwy chłopcze. Przyda ci się w najcięższych chwilach - spojrzałam na Fabiana. Wszyscy poszli za moim wzrokiem. Fabian zrobił skwaszoną minę i wziął medalion. Wychyliliśmy sie zza zakrętu. Za nim znajdowało się to czego żadna dziewczyna nie zniesie.


3 komentarze = ciąg dalszy 

 

Rozdział 19

Rozdział 19

Nie spałam przez całą noc rozmyślając o Patrici i o tym gdzie jest.
Po co ta kobieta w czerni chce znaleźć tą maskę? Czemu sama jej nie weźmie? Od kiedy porwła Patricię cały czas zadręczły mnie takie pytania. Do pokoju wszedł Jerome.
- Ty też nie spałaś? - spytał. Pokiwałam przecząco głową i przytuliłam go. Teraz tylko on mi został.
- Martwię się o Patricie - odpowiedziałam.
- Ja też - powiedział. 
- Chodźmy na śniadanie - zaproponowałam. Po zjedzeniu poszliśmy do szkoły.

Kiedy wróciliśmy z Jerome'm ze szkoły cały klub Sibuna stał już w  hollu. Nina trzymała linę a Fabian jakąś kartkę. 
- Co to? - spytałam Fabiana. 
- Znaleźliśmy to wracając ze szkoły. To wzkazówka. Tym razem jest bardzo prosta. Przeczytał:


" Codziennie przejdźcie po korytarza kawałku
znajdując wejścia i wyjścia.
Strzeżcie się zakrętów wszelkich i szklanych pomieszczeń.
Pozwolenie musicie dostać by przejść dalej
i słuchać mgły by nie zgubić się w podziemiu"

- Nie rozumiem tylko ostatniego wersu - przyznałam. Poszliśmy do salonu a następnie do piwnicy. Kiedy znaleźliśmy się w tunelu zatrzymałam się przy zakręcie. Na ścianie pokazał się dziwny znak. Dotknęłam go i ze znak zmaterializował się w medalion.
- To medalion. Znak Seta - powiedziałam. Odwróciłam go do góry nogami. Po obydwóch stronach był wyrzeźbiony pająk ale na jednej ze stron na obwodzie było coś napisane. Przeczytałam treść na głos:
- Niech strzeże pragnącego władzy i pieniędzy. Bóg Set będzie nad tobą czówał.
- To pasuje do Jeroma - powiedział Alfie. Jerome wyciągnął rękę po naszyjnik i wziął go ode mnie.
- Alfie ma rację. On jest dla ciebie - przyznała Nina.
- Będzie cię chronić. O to chodziło w trzecim wersie wzkazówki. Na zakrętach będą kolejne naszyjniki - powiedziałam. Podeszliśmy do deski i Jerome przerzucił linę przez belkę wiszącą pod sufitem. 
- Pójdę pierwszy - zaproponował Fabian. Chwycił się liny i odepchnął się mocno nogami od podłoża. Wylądował po drugiej stronie i krzyknął:
- To działa!
Następna poszła Nina po niej Amber, Alfie i przyszła kolej na mnie. Gładko przeleciałam nad dołem, po mnie został tylko Jerome. Odepchnął się ale, zauważyłam, że lina jest bliska rozerwania. 
- Jerome uważaj! - krzyknęłam. Lina rozerwała się a Jerome poleciał w dół. W ostatniej chwili złapał się krawędzi urwiska. Podbiegłam do niego i chwyciłam go za rękę. Sbróbowałam go wciągnąć, ale był za ciężki.
- Fabian pomóż mi! - krzyknęłam. Podbiegł do mnie i wspólnymi siłami wciągneliśmy Jeroma. Padł na ziemię. Oddychał szybko i ciężko. Podniosłam go a kiedy wstał oparł się na mnie i poszliśmy dalej.


3 komentarze = ciąg dalszy   

czwartek, 9 lutego 2012

Rozdział 18

Rozdział 18

- Ty też. Ty ledwo do nas dołączyłaś - krzyknęła Patricia. Nagle do pokoju wbiegł Jerome. Usiadł koło mnie na łóżku i odsłonił ramię na którym miał ten sam tatuaż co ja. Pokazałam mu moje ramię. Przytulił mnie i powiedział:
- Teraz mamy przechlapane - zaczął się śmiać i ja też. Patricia popatrzyła na nas podejrzliwym wzrokiem. Śmialiśmy się tak chwilę a potem zeszliśmy na śniadanie. Po śniadaniu poszłam z Jerome'm na spacer po lesie.  Kiedy wychodziliśmy z lasu usłyszeliśmy za sobą syczący głos. Odwróciliśmy się a między drzewami stała ta kobieta z mojego snu. Uśmiechnęła się do nas i pokazała nam brzozę która rosła przy wejściu do lasu. Podeszliśmy do niej. Kobieta zaśmiała się szatańsko i zniknęła w obłoku mgły. Na drzewie było coś napisane ale wyglądało to na chieroglify egipskie. Przejechałam po nich palcem i pod drzewem otwrło się przejście do tego samego tunelu który zaczyna się w piwnicy. Otwór wychodził na dziwne okrągłe pomieszczenie. Popatrzyliśmy na siebie z Jerome'm przerażonym wzrokiem. Znowu przesunęłam ręką po chieroglifach i wejście zamknęło się. Pobiegliśmy do domu i zwołaliśmy wszystkich członków Sibuny do pokoju Jeroma. Opowiedzieliśmy im całą historię.
- Czyli są jeszcze wejścia? - spytał Fabian.
- Tak i obawiam się że to nie jest jedyne - odpowiedziałam. 
- Czemu ta kobieta nam pomogła? - zadręczał się Jerome.
- Może te chieroglify to jakieś zaklęcie i otwierając to wejście urochomiliście coś - zaproponowała Nina.
- Może masz rację - przyznał Jerome.
- Musimy to zbadać jutro jak będziemy wracać ze szkoły - powiedział Fabian.
- Dzisiaj widzimy się o północy tak? - upewniłam się. Nina przytaknęła i poszła do siebie. Ja poszłam z Patricią do pralni.
Usiadłyśmy na podłodze a Patricia spytała:
- Czy ta kobieta jest straszna?
- Nie koniecznie. Nie widziałaś jej?
- Nie. W moim śnie pojawiła się tylko jej ręka - przyznała.
- Masz szczęście.
- Wcale, że nie. Mogłaby mnie łatwo omamić.
- Mogę ci ją opisać... - za Patricią pojawiła się ta kobieta - Patricia odwróć się!
Odwróciła się i zaczęła krzyczeć. Kobieta dotknęła ją i zniknęły. Pobiegłam z płaczem do Niny i Amber.
- Co się stało? - spytała Nina.
- Ta kobieta. Oona zabrała Patricię ze sobą! - krzyknęłam. Pobiegłyśmy w trójke, wszystkie płacząc do Jeroma i Alfiego a potem do Fabiana.
- Mam wrażenie, że to ma związek z tym drugim wejściem  - przyznałam. Siedzieliśmy u Jeroma i Alfiego. Ja siedziałam na podłodze opierając głowę na ramieniu Jeroma.
- Musimy tam iść w nocy - powiedziała Nina. Wszyscy przyznali jej rację. Postanowiliśmy wszyscy zostać u nich na noc. Wyszliśmy o północy z pokoju i przemkneliśmy się do wyjścia. Kiedy doszliśmy do brzozy przejechałam ręką po napisach i weszliśmy wszyscy do otworu w ziemii. W pomiszczeniu była tylko kobieta we mgle. Uśmiechnęła się do nas szatańsko i powiedziała:
- Szukacie pewnie swojej koleżanki? Znajdziecie ją tam gdzie jest maska. Trzymam ją tak jakby dla okupu. Jeśli nie znajdziecie maski nie odzyskacie koleżanki - zaśmiała się i zniknęła. Wyszliśmy na dwór. Nina była cała oblana łzami.
- Co my teraz zrobimy? - spytała.
Wróciliśmy do domu Anubisa a potem rozeszliśmy się do swoich pokoi. Byłam pewna, że żadne z nas nie będzie mogło zasnąć.






3 komentarze = ciąg dalszy